09.10.2019

„Czy Nagroda Nobla jest wyrocznią w nauce?” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Gazecie Krakowskiej 9.10.2019 r.

Niedługo poznamy nazwiska tegorocznych laureatów Nagrody Nobla. Zapewne ponownie nie będzie wśród nich Polaka (mówię o nagrodach naukowych) i pewnie znowu będziemy czytali opinie, że dowodzi to fatalnego stanu polskiej nauki, którą w związku z tym trzeba ponownie zreformować. Tymczasem te ustawiczne reformy bardzo szkodzą polskiej nauce, gdyż naukowcy są odrywani od prac badawczych i zamiast tego muszą spełniać mnóstwo obowiązków czysto biurokratycznej natury. Odkrycie naukowe powstaje w ciszy i skupieniu, o które trudno w sytuacji, gdy co chwilę wszystko jest wywracane do góry nogami!

Ubolewam nad tym, że wspaniali polscy uczeni, mający naprawdę wielkie osiągnięcia, nie zyskują uznania Akademii przyznającej Nagrodę Nobla. Składa się na to wiele czynników, w tym między innymi niski poziom finansowania badań naukowych. Odkryć, zwłaszcza tych, honorowanych Nagrodą Nobla, nie dokonuje się obecnie przy pomocy ołówka i kartki papieru. Konieczne są dobrze wyposażone laboratoria i kosztowne eksperymenty. Tymczasem poziom finansowania badań naukowych jest w Polsce jeden z najniższych na świecie! Nie podaję konkretnych danych liczbowych, chociaż je znam, bo nie chcę Czytelnikom (i sobie) podnosić ciśnienia krwi, bo może to wywoływać udar mózgu, zaś mózg jest niektórym naukowcom czasem przydatny, ale w porównaniu z krajami wiodącymi w tym zakresie, procent budżetu państwa polskiego przeznaczany na badania naukowe jest żałosny – nie mówiąc o tym, jak się ma nasz budżet do budżetu tych krajów, z których wywodzi się większość laureatów Nagrody Nobla.

Nie tylko to jest zresztą powodem nieobecności polskich uczonych na liście Noblistów.

W opinii publicznej przyznanie nagrody jest równoważne obiektywnej ocenie, że ten właśnie uczony dokonał czegoś naprawdę doniosłego. Tymczasem członkowie szwedzkiej Akademii chętniej wyróżniają uczonych o znanych nazwiskach, a pomijają rzeczywistych odkrywców. Jako przykład przywołuje się fakt, że promieniowanie pulsara odkryła doktorantka Jocelyn Bell, ale nagrodę (w 1974 roku) dostał Antony Hewish, który był jedynie jej promotorem i współautorem kluczowej publikacji. Z naszego krakowskiego „podwórka” warto wspomnieć o fundamentalnych odkryciach prof. Ryszarda Gryglewskiego, które umożliwiły zdobycie Nagrody Nobla Bengtowi Samuelssonowi (w 1982 roku). O Gryglewskim nawet nie wspomniano!

Zresztą nawet naprawdę bardzo wybitni uczeni Nagrody tej nie otrzymywali, chociaż należała się im wyjątkowo. Nie otrzymał jej Dymitr Mendelejew, chociaż jego układ okresowy pierwiastków jest fundamentem chemii. Nie dostał jej także Henri Poincaré, prekursor teorii względności. Z kolei Albert Einstein, twórca tej fundamentalnej teorii, nie został wyróżniony Nagrodą za jej stworzenie (bo członkowie szwedzkiej Akademii nie potrafili jej docenić), tylko za wyjaśnienie efektu fotoelektrycznego, czyli za osiągnięcie znacznie mniejszej rangi. Do Nagrody nominowany był 35 razy Gilbert Lewis, twórca teorii kwasów i zasad oraz wolnych rodników, ale jej nigdy nie dostał.

Listę pominiętych można było wydłużać.

Czasem o nieprzyznaniu nagrody decyduję personalne animozje. Genialni wynalazcy Edison i Tesla byli nominowani do nagrody za fundamentalne wynalazki w dziedzinie elektrotechniki. Z pewnością by tę nagrodę otrzymali, gdyby nie fakt, ze chciano ich uhonorować równocześnie, a panowie się wzajemnie nie znosili. Obaj więc złożyli oświadczenia, że nie przyjmą nagrody – jeśli otrzyma ją także ten drugi. No i obaj nagrody nie otrzymali, a laureatem w 1912 roku został Nils Gustaf Dalén, szwedzki inżynier, za ... regulator zasobników gazowych do zasilania latarni morskich. Żenujące!

Historia Nagród Nobla obfituje także w decyzje, które nagradzały dokonania o kontrowersyjnej wartości. Na przykład w 1917 roku nagrodę przyznano Juliusowi Wagner-Jaureggowi za „terapię” polegającą na zarażaniu chorych malarią. Obecnie tej metody się oczywiście nie stosuje, podobnie jak zaniechano „terapii” wymyślonej przez Egasa Moniza, polegającej na częściowym operacyjnym okaleczaniu mózgu osób chorych psychicznie (tak zwana lobotomia), za którą otrzymał on Nagrodę Nobla w 1949 roku. Zanim się z tej „terapii” wycofano - okaleczono mnóstwo ludzi, co między innymi pokazane zostało (w fabularnej formie) w znakomitym filmie „Lot nad kukułczym gniazdem”.

Podsumowując – Nagroda Nobla jest wyróżnieniem ważnym i prestiżowym, ale traktowanie jej jako ostatecznej wyroczni, mierzącej wartość naukowych dokonań – jest jednak niesłuszne. A u nas ten automat jednak stale funkcjonuje...

Dopisek od autora: Felieton był pisany przed ogłoszeniem listy tegorocznych laureatów i w szczególności nie powinien być wiązany ze wspaniałym sukcesem Olgi Tokarczuk.

 

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji