16.07.2021

„Osoba godna pamięci – profesor Franciszek Ziejka” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Dzienniku Polskim oraz Gazecie Krakowskiej 16.7.2021 r.

Prawie dokładnie rok temu, 24.07.2020 r. pożegnaliśmy na Cmentarzu Salwatorskim profesora Franciszka Ziejkę, wybitnego uczonego, rektora UJ, działacza społecznego – i mojego Przyjaciela.

Los zetknął nas w ten sposób, że równocześnie pełniliśmy (przez dwie kadencje) funkcje rektorów dwóch wielkich krakowskich uczelni - prof. Ziejka pracował dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, a ja dla AGH. I harmonijnie współpracowaliśmy dla dobra krakowskich studentów i dla rozwoju krakowskiej nauki. Oczywiście bywały momenty, kiedy musieliśmy się spierać w sprawach, w których interesy naszych uczelni były sprzeczne. Na przykład nie udały się moje zabiegi, żeby wymienić dom studencki UJ o nazwie "Nawojka", przylegający bezpośrednio do terenów AGH, na należący do mojej uczelni akademik na Miasteczku Studenckim, o dwukrotnie większej kubaturze i o wiele nowszy. Niestety, zwyciężyło przywiązanie do tradycji a nie rachunek ekonomiczny, więc do wymiany nie doszło. Takich punktów spornych między naszymi uczelniami było jeszcze kilka, ale nie przeszkadzało to nam we wspólnym świętowaniu - na przykład jubileuszu 600-lecia odnowienia UJ. Z kolei prof. Ziejka zawsze osobiście odwiedzał AGH w dniu naszej inauguracji, chociaż tradycyjny termin tej uroczystości (4 października) przypadał dokładnie w dniu jego imienin (Franciszka) kiedy zapewne miał na UJ mnóstwo gości czekających na to, by złożyć mu życzenia. Ale wizytę na AGH traktował jako obligatoryjną!
Byliśmy też razem w okolicznościach ważnych dla całej Polski i Polaków - na przykład w Rzymie podczas pogrzebu Jana Pawła II. Przez całą noc przedzieraliśmy się przez tłumy zalegając ulice Wiecznego Miasta, bo żadna komunikacja nie funkcjonowała. Nad ranem dostaliśmy się na Plac św. Piotra dzięki temu, że za radą prof. Ziejki przebraliśmy się w rektorskie togi i wpuszczono nas, bo strażnicy wzięli nas za kapłanów jakiegoś wschodniego obrządku. Naprawdę!

Ponadto przyjaźniliśmy się prywatnie. Odwiedzałem go w szpitalu podczas choroby, a także działaliśmy razem w różnych ciałach społecznych, w szczególności w Społecznym Komitecie Odnowy Zabytków Krakowa, którym prof. Ziejka zarządzał, a w którym ja przez długi czas zasiadałem (i zasiadam nadal). Bywaliśmy także często razem na posiedzeniach Polskiej Akademii Umiejętności, której członkostwo było naszym przywilejem, występowaliśmy niekiedy wspólnie publicznie, zasiadaliśmy razem w Komitecie Redakcyjnym Zeszytów Historycznych Muzeum Politechniki Krakowskiej - i po prostu lubiliśmy się.
Dlatego pozwalam sobie przedstawić kilka słów bardzo prywatnego komentarza na temat tego wspaniałego Człowieka.

Profesor Ziejka był przewodniczącym Kolegium Rektorów Szkół Wyższych Krakowa w kadencjach 1999-2002 i 2002-2005, a ja pełniłem wtedy funkcję wiceprzewodniczącego, więc mieliśmy okazję do częstych spotkań. Współpraca układała się znakomicie i praktycznie we wszystkich sprawach ważnych dla Społeczności Akademickiej Krakowa mieliśmy takie samo zdanie. Zapewne z tego powodu, gdy i profesor Ziejka i ja zakończyliśmy nasze funkcje rektorskie - zostałem zaproszony (jak już wspomniałem wyżej) do pracy w Społecznym Komitecie Odnowy Zabytków Krakowa. Zapraszającym był Prezydent Rzeczpospolitej Polski (dostałem osobisty list od niego!) ale jestem pewien, że była to inicjatywa Franka - chociaż nigdy o tym nie rozmawialiśmy.

Profesor Ziejka był wybitnym Uczonym. Jako specjalista nauk technicznych nie mogę się wypowiadać autorytatywnie o Jego pracach dotyczących historii literatury, ale słyszałem wiele bardzo pochlebnych opinii ze strony specjalistów, którzy o dorobku profesora Ziejki mówili zawsze z szacunkiem i z uznaniem. Natomiast z kontaktów bezpośrednich wiem, że prof. Ziejka miał ogromną wiedzę, którą wykorzystywał nie tylko w publikacjach i pisanych książkach, ale potrafił także użyć jej w okolicznościach towarzyskich. Przytoczę jedną anegdotę - zdecydowanie prawdziwą, bo było to na przyjęciu, w którym uczestniczyłem.

Otóż w znanej każdemu uczestnikowi biesiad przerwie między zupą i drugim daniem, kiedy toasty już wybrzmiały po przystawkach, a nowych tematów do rozmowy brakuje, Franek nagle odezwał się donośnie:

- Kochanowski był kobietą!

Brzmiało to surrealistycznie (jak cytat z "Seksmisji") i nonsensownie, każdy bowiem pamięta ze szkoły brodate portrety Jana z Czarnolasu. Było to tym bardziej zdumiewające, że ową herezję głosił wybitny znawca historii polskiej literatury!

Gospodarz ukradkiem spróbował wina, którym wznosiliśmy toasty, czy aby nie zawiera jakichś narkotyków - ale prof. Ziejka nie zrażony kontynuował:
- Przebadano czaszkę przypisywaną Kochanowskiemu i stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że jest to czaszka kobiety!

Goście przestali wyczekiwać na drugie danie, tylko słuchali z rosnącym zaciekawieniem, a prof. Ziejka opowiadał, że po śmierci poety (w Lublinie 22.08.1584) najpierw pochowano go w Lublinie, potem przewieziono do Zwolenia. W tymże Zwoleniu czaszkę z trumny wyjął 29.04.1791 historyk Tadeusz Czacki i przekonany, że jest to czaszka poety - przekazał ją 4.10.1796 księżnej Izabeli Czartoryskiej do powstającego muzeum w Puławach. Po 1874 roku trafiła ona do Muzeum Czartoryskich w Krakowie, gdzie jest przechowywana do tej pory. Ale niedawno poddano ją badaniom antropologicznym z wiadomym skutkiem - stwierdzono, że to jest czaszka kobiety! Nawet metodami komputerowymi odtworzono rysy jej twarzy - całkowicie niepodobne do portretów i popiersi Kochanowskiego.

Rewelacyjna historia!

Takich opowieści można było od profesora Ziejki usłyszeć znacznie więcej, więc naprawdę warto było uczestniczyć w biesiadach z Jego udziałem.

Niestety, teraz już to niemożliwe...


Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji