Przechowywanie tkanek w bardzo niskich temperaturach jest standardową procedurą, którą wdraża się w oczekiwaniu na biorcę. Mimo to, brakuje badań, które wyznaczałyby optymalne warunki ich przechowywania. Dr Martyna Ekiert-Radecka stara się to zmienić.
Zanim tkanki trafią do biorcy zwykle przez jakiś czas są przechowywane w warunkach głębokiego mrożenia (–80℃). Taka krioprezerwacja jest powszechnym sposobem ich przygotowywania do zabiegów allotransplantacji. Niska temperatura sprawia, że ryzyko odrzucenia przeszczepu znacząco maleje, a tkanka może być przechowywana w oczekiwaniu na biorcę przez dłuższy czas. W standardowej procedurze, przed przeszczepieniem, tkanka jest rozmrażana przynajmniej dwukrotnie w celu wykonania niezbędnych badań (np. mikrobiologicznych), a w przypadkach, gdy pochodzi od dawcy wielonarządowego lub gdy niezbędne jest wykonanie dodatkowych badań – nawet wielokrotnie. Nie jest jednak jasne, jaki dokładnie wpływ na właściwości tkanki ma jej wielokrotne mrożenie i rozmrażanie, a tym samym nie istnieją przepisy, które regulowałyby dopuszczalną liczbę cykli mrożenia i rozmrażania (M/R). Dr Martyna Ekiert-Radecka z Wydziału Technologii Kosmicznych zajęła się tym zagadnieniem w trakcie pracy nad doktoratem, który obroniła pięć lat temu. W 2023 roku Narodowe Centrum Nauki przyznało jej grant, który umożliwi jej kontynuowanie badań tego zagadnienia. Projekt „Wieloskalowe badania nad zależną od prędkości odkształcenia odpowiedzią macierzy międzypęczkowej izolowaną od odpowiedzi struktur kolagenowych w ścięgnach na proces wielokrotnego mrożenia” ma na celu zbadanie jak cykle M/R wpływają na poszczególne komponenty ścięgna. W rozmowie z Katarzyną Dziadowicz z Centrum Komunikacji i Marketingu AGH dr Martyna Ekiert-Radecka opowiada nie tylko o planach badawczych, lecz także o rezultatach dotychczasowych badań.
Katarzyna Dziadowicz: Co się dzieje z tkanką w trakcie mrożenia? Jakie właściwości ona traci?
Główną zmianą, jaka zachodzi w tkance podczas mrożenia, jest utrata jej wytrzymałości mechanicznej. Ja w swoich badaniach skupiałam się przede wszystkim na ścięgnie Achillesa – to właśnie ono odgrywa kluczową rolę w pracy naszego stawu skokowego. Każdy z nas codziennie korzysta z tej tkanki, nawet jeśli nie zawsze o tym pamiętamy, kiedy chodzimy, biegamy, wchodzimy po schodach czy uprawiamy sport. Ścięgno Achillesa jest prawdziwym „superbohaterem” wśród tkanek – nieustannie przenosi ogromne obciążenia mechaniczne, dbając o to, byśmy mogli swobodnie się poruszać.
Niestety, wielokrotne mrożenie i rozmrażanie tkanek ścięgnistych, a także sam sposób ich przetwarzania w bankach tkanek – liczba cykli, czas i temperatura przechowywania czy tempo zamrażania i rozmrażania – mogą negatywnie wpływać na właściwości mechaniczne ścięgna. W efekcie takich procesów tkanka może tracić swoją sprężystość, lepkość i zdolność do przenoszenia obciążeń, a to właśnie te cechy są kluczowe dla jej prawidłowego funkcjonowania, zwłaszcza dla potencjalnych biorców takich tkanek.
Czy te parametry się pogarszają już przy pierwszym cyklu mrożenia i rozmrażania?
Według moich badań, nie obserwuje się pogorszenia tych parametrów po pierwszym cyklu mrożenia i rozmrażania, co zbieżne jest z obserwacjami zgłaszanymi przez innych naukowców. Warto jednak zaznaczyć, że badania w mojej pracy doktorskiej i prowadzone w ramach moich projektów naukowych, były realizowane głównie na modelach zwierzęcych. Wynika to z pewnych ograniczeń związanych z prowadzaniem tego typu badań poza uniwersytetem medycznym, gdzie dostęp do ludzkich tkanek jest znacznie łatwiejszy. Chociaż sprawia to, że nie możemy aplikować uzyskanych wyników bezpośrednio na tkanki człowieka, to traktuję te badania jako ważny pierwszy krok, który otwiera drogę do dalszych, już bardziej zaawansowanych analiz na ludzkim materiale.
Więc ile razy możemy mrozić i rozmrażać ścięgno, żeby jego właściwości nie uległy pogorszeniu?
Na podstawie mojej pracy doktorskiej, ustaliłam, że graniczną liczbą cykli mrożenia i rozmrażania są trzy powtórzenia. Po trzecim cyklu obserwowałam już wyraźne pogorszenie sprężystości tkanki, czyli jednej z najważniejszych jej właściwości mechanicznych. Inne parametry, takie jak rozmiar i średnica włókien kolagenowych budujących ścięgno, zaczynają się zmieniać dopiero po około ósmym cyklu. Jeśli więc przyjmiemy za kryterium pierwsze istotne pogorszenie właściwości, to właśnie trzeci cykl mrożenia i rozmrażania jest tym momentem granicznym.
W trakcie trwania obecnego projektu chce Pani badać jaki wpływ ma mrożenie i rozmrażanie na poszczególne komponenty ścięgna. Dlaczego to takie istotne?
To naturalna kolej rzeczy w nauce – każde odkrycie generuje nowe pytania i tak też było w moim przypadku. Po zakończeniu pracy doktorskiej, gdzie określiłam graniczną liczbę cykli mrożenia, zaczęłam się zastanawiać: „Co tak naprawdę dzieje się podczas mrożenia tkanki na poziomie poszczególnych jej komponentów?”. Dotychczas traktowałam bowiem ścięgno jak jednorodny materiał, analizując je przez pryzmat inżynierski mechaniki materiałów. Tymczasem, z biologicznego punktu widzenia, składa się ono z dwóch odrębnych komponentów tzw. faz, czyli z bardziej wytrzymałej, lecz sprężystej fazy włókien kolagenowych oraz lepkiej i uwodnionej macierzy międzywłókienkowej. I to właśnie woda w macierzy wydaje się być kluczowa – podczas mrożenia tworzy kryształy lodu, które mogą inaczej oddziaływać na kolagen niż na otaczającą go „lepką otoczkę”. W moim najnowszym projekcie chcę sprawdzić, czy uszkodzenia tkanki po cyklach M/R dotyczą głównie kolagenu, macierzy, czy obu faz równomiernie. To tak, jakby „rozebrać” ścięgno na części pierwsze i zbadać, która z nich jest bardziej wrażliwa na niskie temperatury. Taka wiedza pomoże w opracowaniu skuteczniejszych metod przechowywania tkanek, dostosowanych do ich specyficznych właściwości lub do potrzeb zgłaszanych przez poszczególnych pacjentów.
Jak prowadzi się takie badania od strony technicznej? Czy to wciąż będą badania na tkankach zwierząt? Skąd pozyskuje się tkanki do badań?
Tak, w obecnym projekcie nadal wykorzystuję tkanki zwierzęce. Na tym etapie badań kluczowe jest dla mnie bowiem ujednolicenie próbek, które będę analizować, dlatego w budżecie projektu uwzględniłam środki na hodowlę zwierząt laboratoryjnych. Dzięki temu mogę kontrolować wiek zwierząt, ich dietę, aktywność fizyczną czy stan zdrowia, co zminimalizuje naturalną bioróżnorodność, która jest nieodłącznym aspektem badań z wykorzystaniem tkanek. W poprzednich projektach współpracowałam z lokalnymi rzeźniami, pozyskując ścięgna zwierząt z hodowli przemysłowych. Choć etycznie uzasadnione, takie podejście wprowadzało zmienne zakłócające – brak pełnych danych o historii zdrowotnej zwierząt czy warunkach ich życia. Teraz, korzystając z kontrolowanych hodowli laboratoryjnych, mogę precyzyjniej analizować wpływ samych cykli mrożenia, bez szumu wynikającego z nieznanych czynników zewnętrznych.
Jeśli chodzi o techniczny aspekt prowadzenia takich badań, obejmuje on pobranie tkanek w sterylnych warunkach, ich dysekcję, a następnie poddanie określonej liczbie cykli mrożenia i rozmrażania lub bezpośrednie testowanie. Wśród serii analiz, które realizuję w nowym projekcie, znajdują się m.in.: testy mechaniczne na maszynie wytrzymałościowej, obrazowanie mikroskopowe, analiza immunohistochemiczna oraz badania z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego. Każdy etap wymaga ścisłej standaryzacji – zarówno w zakresie przechowywania próbek w określonych temperaturach, jak i stosowanych protokołów badawczych dla każdej z metod. Liczba analizowanych próbek jest również duża. To żmudna praca, ale niezbędna, aby uzyskane wyniki były wiarygodne i powtarzalne.
Dr inż. Martyna Ekiert-Radecka, materiały CZW AGH

Dlaczego badania nad wpływem mrożenia na tkanki są takie ważne?
W Polsce, w momencie finalizowania mojej pracy doktorskiej, brakowało jednoznacznych regulacji prawnych określających, ile razy tkankę przechowywaną w banku tkanek można zamrażać i rozmrażać przed przeszczepieniem. To rodzi dwa sprzeczne podejścia. Z jednej strony – podobnie jak w przypadku żywności – intuicyjnie czujemy, że wielokrotne mrożenie nie służy jakości tkanki. Z drugiej jednak, niedobór materiału biologicznego zmusza do pytania: czy naprawdę nie możemy pozwolić sobie na ponowne użycie części tkanek, jeśli zachowane są ich właściwości, a one same są sterylne i pozbawione aktywności biologicznej? Kluczowe jest tu znalezienie kompromisu między bezpieczeństwem pacjenta (tkanka musi zachować właściwości mechaniczne, by skutecznie wspierać rekonstrukcję) a racjonalnym wykorzystaniem zasobów. Czy wielokrotne mrożenie osłabia tkankę na tyle, by stanowiła zagrożenie? A może w niektórych przypadkach dopuszczalne jest „ryzyko”, aby racjonalnie gospodarować dostępnym materiałem, unikając niepotrzebnego marnotrawstwa? Badania takie jak moje mają na celu dostarczenie rzetelnych danych, które pozwolą wypracować optymalne rozwiązania w tym zakresie.
Jakie zastosowanie w praktyce mogą mieć wyniki takich badań? Czy na przykład dzięki nim możliwe będzie wymyślenie jakiejś innej metody przechowywania tkanek?
Wyniki tych badań mogą przynieść kilka kluczowych korzyści. Po pierwsze, optymalizację istniejących metod przechowywania pod kątem precyzyjnego określenia temperatury, liczby cykli mrożenia i rozmrażania, całkowitego czasu krioprezerwacji oraz zastosowanej szybkości samego procesu mrożenia, która minimalizuje uszkodzenia tkanki. Dzięki temu banki tkanek mogłyby również dostosować protokoły do konkretnych typów tkanek miękkich, zamiast stosować uniwersalne procedury. Kolejną korzyścią będzie wprowadzenie jasnych standardów prawnych dotyczących maksymalnej liczby cykli mrożenia i warunków przechowywania tkanek ścięgnistych. Obecnie brakuje regulacji, co prowadzi do niekonsekwencji – zarówno w zastosowaniach medycznych, jak i w samych badaniach naukowych prowadzonych przez różne grupy badawcze.
Po trzecie – choć jest to raczej perspektywa dalszej przyszłości – badania te mogą otworzyć drogę do personalizacji przeszczepów tkankowych zgodnie z rozwijającym się na świecie trendem tzw. patient-specific approach. Przykładowo, tkanka przeznaczona dla młodego sportowca wymaga przecież innych parametrów niż dla osoby starszej z cukrzycą, u której procesy regeneracyjne są wolniejsze. W przyszłości można by zatem projektować warunki przechowywania przeszczepów tkankowych uwzględniających konkretne obszary tkanki, dostosowując je do indywidualnych potrzeb pacjenta. To z kolei zwiększyłoby skuteczność przeszczepów i redukowało ryzyko odrzucenia. Z tego punktu widzenia moje badania mają na celu nie tylko mądre i oparte na dowodach naukowych dostrojenie istniejących metod, ale także zapewnienie, by tkanki nie tylko przetrwały w banku, ale też idealnie pasowały do potrzeb tych, którzy ich najbardziej potrzebują.
Na początku trochę się zdziwiłam, że wciąż pobiera się te tkanki od ludzi. Czy nie ma jakichś metod syntetycznego wytwarzania ścięgien?
Na ten moment materiały syntetyczne są wykorzystywane głównie w rekonstrukcjach więzadeł, a nie w typowych przeszczepach ścięgien, choć dostępne są na rynku protezy ścięgien i więzadeł wykonane z materiałów sztucznych. Mimo postępu badań, ich zastosowanie w praktyce klinicznej jest nadal ograniczone, choć stopniowo się zwiększa. W standardowych zabiegach auto- i allotransplantacji materiały syntetyczne, takie jak polimerowe śruby czy implanty, służą przede wszystkim do mocowania przeszczepu, a nie jako zamiennik samej tkanki. Na dziś to właśnie przeszczepy tkankowe pozostają złotym standardem, zapewniając najlepszą integrację i funkcjonalność w leczeniu uszkodzeń ścięgien.
Mają na pewno swoje zalety, których nie mają te syntetyczne.
Zdecydowanie prawdą jest, że materiał syntetyczny nigdy nie dorówna w pełni właściwościom naturalnej tkanki. To właśnie tkanki biologiczne stanowią obecnie standard w zabiegach auto- i allotransplantacji, ponieważ zapewniają najlepszą kompatybilność biomechaniczną i biologiczną z organizmem biorcy. Warto jednak pamiętać, że nawet tkanki biologiczne nie są materiałem idealnym – podobnie jak każdy inny materiał, mają swoje wady i zalety. Ostateczny wybór rozwiązania zawsze powinien być indywidualnie dopasowany do pacjenta, tak aby jak najlepiej odpowiadał jego potrzebom i sytuacji klinicznej.
To Pani badanie wydaje się dość nietypowe jak na AGH. Tutaj jednak częściej spotykam się z maszynami, z jakimiś syntetycznymi materiałami.
Rzeczywiście, tematyka moich badań może wydawać się nietypowa jak na AGH, choć zawsze podkreślam, że analizuję tkanki jako biomateriały. A przecież mechanika materiałów i inżynieria materiałowa są bardzo mocno reprezentowane na naszej uczelni, zarówno w kontekście badań podstawowych, jak i zastosowań praktycznych. Ja więc tkanki traktuję przede wszystkim jako materiał, do którego podchodzę z perspektywy inżynierskiej – zgodnie z moim wykształceniem i doświadczeniem. Jednak im głębiej zagłębiam się w temat, tym wyraźniej widzę, jak istotna w moich badaniach jest również wiedza z zakresu biologii, chemii czy medycyny. Aby w pełni zrozumieć procesy, które obserwuję z inżynierskiego punktu widzenia, muszę poznać ich biologiczne podstawy. Na pewnym etapie zaawansowania badań nie da się już patrzeć na tkanki wyłącznie przez pryzmat mechaniki i inżynierii materiałów – konieczne staje się uwzględnienie także ich biologicznego kontekstu.
Czyli przydaje się interdyscyplinarne spojrzenie.
Połączenie różnych dziedzin nauki jest absolutnie niezbędne, bym mogła skutecznie poprowadzić zaplanowane badania i wyciągnąć trafne wnioski z uzyskanych wyników. Dlatego zespół, który chcę zbudować, powinien być interdyscyplinarny. Dodatkowo bardzo cieszy mnie, że z rezultatów tych badań będą mogli skorzystać naukowcy reprezentujący różne specjalizacje – zarówno inżynierowie, biomateriałowcy, jak i medycy czy fizjoterapeuci, na przykład w kontekście opracowywania nowych protokołów rehabilitacji. Satysfakcjonuje mnie, że jest to działanie dwukierunkowe: z jednej strony wiele dyscyplin może być zaangażowanych w realizację tego projektu, a z drugiej – równie wiele będzie mogło wykorzystać jego wyniki w praktyce.