20.03.2021

„Jutro przybędzie najwięcej minut jasnego dnia” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Dzienniku Polskim oraz Gazecie Krakowskiej 19.3.2021 r.

O tym, że jutro będzie pierwszy dzień wiosny wszyscy Państwo zapewne wiecie. Ale o tym, że właśnie jutro czas trwania jasnego dnia przyrośnie najbardziej w całym roku, zapewne nie wszyscy wiedzą. A tymczasem to prawda!

Z czego to się bierze?

Otóż powodem zmian długości dnia i nocy jest nachylenie osi Ziemi do płaszczyzny orbity, po której obiega ona Słońce. W efekcie miejsca na horyzoncie, w których widzimy wschodzące i zachodzące słońce są każdego dnia inne. Oczywiście są to generalnie miejsca odpowiednio na wschodzie i na zachodzie, ale zimą są one bardziej przesunięte na północ, latem – na południe. W rezultacie droga, jaką przebywa słońce na naszym niebie, jest latem dłuższa, a zimą krótsza, a czas trwania dnia zmienia się według falistej krzywej nazywanej sinusoidą. Najszybciej zmienia się długość dnia gdy ta krzywa ma największe nachylenie i przecina oś czasu – i to właśnie zdarzy się jutro.

Podam kilka konkretów.

Dzisiaj, gdy czytacie Państwo ten felieton, słońce wstało o godzinie 5:43 a zajdzie o 17:52. Czas świtu i zmierzchu podaję tu bez sekund, ale podam dokładne wyliczenie, że dzień dzisiejszy będzie trwał 12 godzin 8 minut i 45 sekund.

Wczorajszy dzień był krótszy i trwał tylko 12 godzin 4 minuty i 59 sekund, czyli był krótszy o 3 minuty i 46 sekund. Ale jutrzejszy dzień będzie trwał 12 godzin 12 minut i 32 sekundy, czyli noc z piątku na sobotę podaruje nam dodatkowo 3 minuty i 47 sekund jasnego nieba. Dokładnie tyle samo zyskamy z soboty (20.3)  na niedzielę (21.3), kiedy słoneczna jasność będzie nam towarzyszyła przez 12 godzin 16 minut i 19 sekund. Ale to będzie koniec hojnych prezentów.

W poniedziałek dzień będzie trwał wprawdzie więcej niż w niedzielę, bo 12 godzin 20 minut i 5 sekund, ale wydłużenie dnia z niedzieli na poniedziałek będzie o jedną sekundę mniejsze, niż z soboty na niedzielę.

W kolejnych dniach jasnego dnia będzie stale przybywało, ale te przyrosty będą nam dawane coraz mniejszą miarką. Na przykład w piątek 30 kwietnia gdy będziecie Państwo przygotowywali się do serii majowych świąt (oczywiście czytając mój felieton!) dzień będzie trwał już 14 godzin 41 minut i 29 sekund, ale w nocy z piątku do soboty 1 maja przyrośnie tylko o 3 minuty i 18 sekund.

Jeszcze smutniej będzie w ostatnich dniach wiosny, której koniec nastąpi w poniedziałek, 21 czerwca. Otóż w nocy z 19 na 20 czerwca dzień się wydłuży już tylko o 5 sekund, a w nocy z 20 na 21 czerwca trend się odwróci i dzień zamiast się wydłużać - skróci się o 2 sekundy. Oczywiście tą stratą nie będziemy się martwić, bo dzień nadal będzie trwał bardzo długo: 16 godzin 32 minuty i 12 sekund. Ale już w dzień Świętego Jana, 24 czerwca, kiedy dziewczęta powinny puszczać wianki na rzece, a chłopcy skakać przez ognisko (jak COVID pozwoli), dzień będzie trwał już tylko 16 godzin 22 minuty i 34 sekundy.

Dużo było tych wyliczanek czasowych, ale mam nadzieję, że nadmiernie Państwa nie znużyłem. To że dzień raz się wydłuża, a innym razem skraca, wszyscy dobrze wiemy. Ale kiedy? O ile? Dlaczego? To może nie każdy sobie dobrze przemyślał. A dzisiaj była do tego znakomita okazja.

Dodam do tego jeszcze jedną uwagę. Wszystkie godziny wschodu i zachodu słońca oraz wynikający z tego czas trwania różnych dni w roku podawałem dla Krakowa. Trzeba jednak wiedzieć, że im dalej na północ, tym te zmiany czasu są większe. Polska nie jest bardzo wielkim krajem, a jednak zmiany czasu trwania dnia mogą się znacząco różnić. Na przykład w pierwszym dniu astronomicznej zimy, 21 grudnia, najkrócej, bo 7 godzin i 30 minut trwa dzień nad Bałtykiem. Natomiast w tym samym dniu w Bieszczadach dzień trwa 8 godzin i 25 minut. To prawie godzina różnicy!

 

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji