13.03.2019

„Jak dostarczano wodę do starożytnych miast?” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Gazecie Krakowskiej 13.3.2019 r. 

Jakiś czas temu pisałem o Wodociągach Krakowskich z okazji ich jubileuszu. Dzisiaj chcę wspomnieć o wodociągach starożytnych, a zwłaszcza o rzymskich akweduktach.

Problem zaopatrzenia w wodę dużych miast był zawsze trudnym problemem cywilizacyjnym. Rzadko miasto było tak szczęśliwe, że w jego obrębie były liczne i wydajne źródła dobrej wody, wystarczające na potrzeby mieszkańców. Wyjątkiem w starożytności było wzniesione w 19 roku naszej ery Aquincum czyli dzisiejszy Budapeszt. Już sama nazwa wskazywała na miejsce szczególnie bogate w wodę (aqua to po łacinie woda), a czerpiąca z licznych gorących i zimnych źródeł ludność tego miasta wzrosła szybko do 40.000 mieszkańców.

Ale to był wyjątek. W większości starożytnych miast wody brakowało i trzeba ją było sprowadzać, czasem z daleka. Akwedukty były właśnie takimi drogami sprowadzania wody z odległych źródeł do starożytnych miast. W ich budowie zdecydowanie przodowali Rzymianie.

Warto wiedzieć, że pierwszym akweduktem rzymskim był zbudowany w 312 p.n.e. dość krótki (16 km) akwedukt Aqua Appia. Prowadził on wodę ze Wzgórz Albańskich. Następny nazywał się Anio Ventus, został zbudowany w 272 roku p.n.e. i miał już 63,5 km długości. Potem wybudowano w sumie ponad 800 akweduktów o łącznej długości 5 tysięcy km. Były one zlokalizowane na terenach dzisiejszej Italii, ale także w Chorwacji, Francji, Grecji, Hiszpanii, Izraela, Niemiec, Tunezji i Turcji.

Do samego miasta Rzymu na początku naszej ery docierało 11 akweduktów o łącznej długości 420 km. Dostarczały one milion (!) metrów sześciennych wody na dobę dla około miliona mieszkańców. To dużo – nawet jak na dzisiejsze standardy!

Gdy dzisiaj myślimy o akweduktach – to przychodzą nam na myśl głównie mosty arkadowe, którymi ciągi wodne przekraczały szerokie i niezbyt głębokie doliny. Budowano je, żeby na całej długości zachować ten sam spadek (kilkadziesiąt centymetrów na kilometr). Woda w akweduktach płynęła bowiem wyłącznie pod wpływem siły ciężkości, w otwartych korytach, mając stale styczność z powietrzem, ale stale pod dachem, żeby nie wpadały do niej zanieczyszczenia. Nigdzie nie stosowano pomp – dlatego niektóre akwedukty pracują do dziś, nieprzerwanie od dwóch tysięcy lat!

Mosty arkadowe akweduktów są piękne, ale o wiele częściej (czego jednak nie widać) akwedukt musiał przebiegać w tunelach wykopanych pod ziemią. Powód był taki sam, jak w przypadku mostów, tylko niejako w drugą stronę – na mostach akwedukt pokonywał doliny, a przy pomocy tuneli przebijano się przez wzgórza, które stanęły na przeszkodzie planowanej trasy wodnej. Kanał wodny w tunelu to nie była rura, tylko koryto o szerokości 70 cm i głębokości 1,5 m osłonięte kamiennym stropem. Co około 70 m do tunelu prowadziły z powierzchni ziemi szyby inspekcyjne, którymi mogli wchodzić niewolnicy konserwujący i czyszczący kanał.

Większa część akweduktów przebiegała właśnie w tunelach. Ze wspomnianych 420 km akweduktów rzymskich tylko 47 km przebiegało na powierzchni ziemi, reszta to były tunele.

Inżynierowie rzymscy byli genialni. Musieli tak wybrać źródło wody, żeby leżało ono na tyle wysoko, by zapewnić naturalny „napęd” wody na całej długości akweduktu (a były to dziesiątki kilometrów!), ale tez nie za wysoko, żeby nigdzie spadek wody nie był nadmierny, bo energia szybko pędzącej wody mogła zniszczyć budowlę. Miejsce ujęcia wody dobierano bardzo starannie, badając smak i przejrzystość wody oraz wydajność źródeł, a także – i to było bardzo mądre – przeprowadzając zwiad wśród okolicznej ludności, która od wieków korzystała z tej właśnie wody. Sprawdzano, czy ludzie ci nie zapadają na jakieś choroby, czy zdrowe są ich zwierzęta hodowlane, czy nie zdarzając się okresy, gdy wody brakuje. Pełna inspekcja sanitarna!

 

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji