05.02.2020

„Żołnierz nosi w plecaku buławę. A uczeń?” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Gazecie Krakowskiej 5.2.2020 r.

W najbliższą niedzielę, 9 lutego, kończą się w naszym województwie ferie zimowe. Z tego powodu tysiące uczniów będę znowu musiały „przeprosić się” ze szkolnymi tornistrami i plecakami, w których nosić będą zeszyty, książki i inne szkolne przybory. Jest to dobra okazja, żeby przypomnieć historię powstania i rozwoju plecaków.

Pierwszymi nosicielami plecaków byli żołnierze. Napoleon mawiał, że każdy żołnierz nosi w plecaku buławę (znak godności marszałka). Miało to oznaczać, że o awansie w jego armii decyduje dzielność na polu walki, a nie pochodzenie (jak to bywało wcześniej). I rzeczywiście – marszałkami w jego armii zostawali żołnierze bardzo niskiego stanu, ale bardzo wysokich zdolności.

Uczniowie nie noszą buławy, ale noszą zaczątek wiedzy, która zaprowadzi ich – wedle zdolności i pracowitości – być może na same szczyty społeczeństwa. Dzięki wiedzy mogą zdobyć wysokie stanowiska, wiedza pomoże im w osiągnięciu sukcesów finansowych, wiedza powinna im zyskać uznanie społeczne – chociaż z tym ostatnim bywa różnie.

A skoro o plecakach mowa, to warto wspomnieć, jak formował się ten popularny dzisiaj przedmiot.
Pierwsze plecaki mieli już legioniści rzymscy. Ich dewizą było powiedzenie: „Omnia mea mecum porto” – wszystko, co posiadam, noszę ze sobą. Wprawdzie potem dorobiono do tego powiedzenia otoczkę filozoficzną, mającą wskazywać na to, że starożytni myśliciele (wskazywany jest tu filozof Baias z Pireny) chcieli przez to wyrazić pogląd, iż prawdziwą wartością człowieka są zalety jego ducha i umysłu, czyli to, co ma stale w sobie, a nie bogactwo różnych przedmiotów, które trzeba nosić. Ale dla starożytnych legionistów to stwierdzenie brzmiało bardzo dosłownie. Jeśli legionista nie przyniósł ze sobą do nowego obozu potrzebnych mu przedmiotów – nie miał na czym spać, nie miał czym się okryć, nie miał z czego jeść. Był pozbawiony możliwości regeneracji sił przed bitwą albo następnym marszem. A wielokilometrowe przemarsze od obozu do obozu były w rzymskiej armii normą!

Nie wiadomo, jak sobie radzili legioniści wcześniej, ale znany reformator armii rzymskiej, Gajusz Mariusz, około sto lat przed początkiem naszej ery, wprowadził zasadę, że każdy legionista musi sobie sporządzić nosiłki z dwóch związanych na krzyż gałęzi i do tego „stelaża” ma przywiązać wszystkie posiadane przedmioty. Ten pierwszy w dziejach wojskowy tornister legionista nosił na lewym ramieniu, bo w prawej ręce musiał trzymać włócznię gotową do natychmiastowego użycia w przypadku ataku nieprzyjaciela. Z takim wyposażeniem legiony rzymskie podbijały sąsiadujące kraje, jeden po drugim, więc to było praktyczne rozwiązanie.

Wojskowe plecaki były doskonalone przez całe stulecia konfliktów zbrojnych, z których składa się historia, przy czym jako ciekawostkę można przytoczyć fragment regulaminu armii pruskiej z początku XIX wieku, który drobiazgowo określał, co żołnierz musi mieć w plecaku. Wymagane były: dwie pary spodni, dwie koszule, dwa żaboty, dwa rękawy do kamizelki, para rękawiczek, pończoch i skarpet i furażerka. Dodatkowo wymagany był kubek i przybory do jedzenia, woreczek na sól i słoik na puder (?). Koniecznie należało także zabrać przybory do czyszczenia i naprawy broni oraz tak zwane skałki do krzesania ognia w skałkowych karabinach (za ich pomocą wywoływało się wystrzał). Jeśli po zabraniu tych rzeczy obowiązkowych żołnierz miał jeszcze miejsce w plecaku – to mógł dodatkowo zabrać rzeczy osobiste.

Czy nie przypomina to wymagań niektórych szkół odnośnie zawartości uczniowskiego tornistra?

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji