14.01.2022

„O filozofie, który uczył prowadzenia sporów” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w „Dzienniku Polskim” oraz „Gazecie Krakowskiej” 14.1.2022 r.

Rozpoczął się nowy rok, który prawdopodobnie przyniesie nam wiele sporów.
Jakich?

W jednym z wcześniejszych artykułów na ten temat napisałem

 „(...) obserwuję większość toczonych u nas sporów z niesmakiem. I nawet nie chodzi o to, czego te spory dotyczą, ale o to, w jakim stylu są prowadzone. Studiuję czasem zapisy dawnych dyskusji. To były błyskotliwe pojedynki! Precyzja riposty była równie ważna, jak elegancja! Natomiast obecne spory przypominają okładanie się kłonicami. Analogia jest pełna. Wytworne pchnięcie szpadą powalało przeciwnika i kończyło spór. Cios utytłaną w gnoju sztachetą niczego nie kończy, bo rywal podnosi się z błota trzymając jeszcze bardziej odrażający drąg…”

Niestety, nic się w tej sprawie nie zmieniło. Nadal spierające się strony prezentują swoje poglądy w sposób niekiedy urągający elementarnej logice, zastępują racje emocjami, dążą do pokonania, a nie przekonania przeciwnika. Słowem, zachowują się – zapewne nieświadomie – w sposób opisany przez Gdańszczanina, Artura Schopenhauera.

Schopenhauer był wybitnym filozofem, który rozwijał teorię poznania Immanuela Kanta i był pod silnym wpływem filozofii indyjskiej. Jego dorobek obejmuje 14 tomów i oczywiście niepodobna go tutaj streszczać. Ale na marginesie rozważań o naturze bytu i czynnikach determinujących ludzki los  – Schopenhauer jako niesłychanie inteligentny obserwator ludzkich zachowań opracował także naukowo szereg spostrzeżeń, które zawarł w książce „Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów”. Tytuł pochodzi od starogreckiego słowa „eris”, oznaczającego kłótnię. Takie imię nosiła w mitologii grackiej Bogini Niezgody, która była córką Nocy i towarzyszką Aresa, boga wojny. Od razu chcę podkreślić, że owa naukowa sztuka prowadzenia sporów daleka jest od moralności. Schopenhauer zdawał sobie chyba z tego sprawę i dlatego napisane w 1832 roku dzieło nie zostało opublikowane za jego życia. Wydano je dopiero po śmierci filozofa, w 1864 roku.

Co jest treścią owej Erystyki? Otóż Schopenhauer opracował kilkadziesiąt „chwytów”, których użycie daje przewagę nad przeciwnikiem w dyskusji - nawet, jeśli to właśnie on ma rację. Nadał im nazwy łacińskie, co przydało im pozornego waloru metod naukowych – pomimo, że obiektywnie są to zwykłe manipulacje.

Sądzę, że warto poznać owe naukowo opisane podłostki, chociażby po to, by wykrywając je w aktualnie prowadzonych dysputach – umieć odróżnić rzeczowe argumenty od owych „chwytów” opisanych przez mądrego filozofa. Pokażę tutaj tylko dwie techniki, informując, że w książce Schopenhauera jest ich 38, więc naprawdę czytając w całości ową książkę można „solidnie naładować magazynek” przed przystąpieniem do dyskusji.

Jako pierwszą omówię technikę zwaną „retorsio argumenti”. Jeśli przeciwnik użyje argumentu, z którym audytorium się najwyraźniej zgadza, to nieskuteczna będzie próba jego zwalczania. Natomiast można użyć tego właśnie argumentu (uogólniając go poza kontekst, w jakim go użyto) do zaatakowania tezy przeciwnika. Umiejętność logicznego wiązania przyczyn i skutków nie jest zwykle najmocniejszą stroną uczestników debaty, nie mówiąc o audytorium. Dlatego zwykle udaje się pozornie dowieść, że z tego, co powiedział przeciwnik (i z czym wszyscy się zgadzają!) wynika coś dokładnie przeciwnego, niż usiłuje on wykazać. Niewiarygodne, ale to działa!

Inny zabieg, też często stosowany, to „mutatio controversiae”. Jest to klasyczny unik. Powiedzmy, że przeciwnik podjął w dyskusji temat, który jest naszym słabym punktem. Kontynuowanie dyskusji na ten temat nieuchronnie doprowadzi nas do porażki. Trzeba zatem temat rozmowy zmienić. Warto mieć w zanadrzu kilka gorących, interesujących dla audytorium tematów, żeby móc je sprytnie „wrzucić” do dyskusji w chwili, gdy zacznie ona biec w niebezpiecznym kierunku. Słuchaczom zwykle się to spodoba, bo na wzmiankę o sprawie, która ich żywo interesuje, chętnie przerzucą się na dyskusję właśnie o niej, zamiast kontynuować poprzednią. Przeciwnik znajdzie się wtedy w trudnej sytuacji, bo jeśli będzie się upierał przy pierwotnym temacie, to będzie miał wszystkich przeciw sobie: dlaczego nie chce mówić o sprawie, która jest ważna i wszystkich interesuje, a wraca na siłę do poprzedniego tematu? A jak wejdzie na mój temat – to go pokonam!

Schopenhauer za życia nie ośmielił się wydać swojej Erystyki. Może więc i ja nie powinienem teraz „wychylać się” z tym felietonem?

 

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji