09.04.2021

„60 lat temu Ludzkość wyszła z kołyski” – felieton


Skrócona wersja poniższego felietonu autorstwa prof. Ryszarda Tadeusiewicza została opublikowana w Dzienniku Polskim oraz Gazecie Krakowskiej 9.4.2021 r.

Konstanty Ciołkowski (syn Polaka i Rosjanki) był genialnym wizjonerem. W 1903 roku opublikował teorię lotu rakiety, na której opiera się do dziś cała astronautyka. Warto przypomnieć, że nastąpiło to zanim jeszcze pierwszy samolot (braci Wright) wzbił się w powietrze!

Otóż ten pionier kosmonautyki napisał w jednej ze swoich prac:

- Ziemia jest kolebką Ludzkości, ale nikt nie zostaje w kołysce na wieki.

Owo wyjście z kolebki miało miejsce 12.4.1961 roku. Za trzy dni będzie rocznica!

Pierwszym człowiekiem, który znalazł się w Kosmosie, był Rosjanin, Jurij Gagarin.

Obecnie loty kosmiczne nie robią już wrażenia, bo jest ich wiele i spowszedniały, ale 60 lat temu było to wydarzenie przełomowe. Przypomnijmy, że był to okres „wyścigu” kosmicznego między USA i ZSRR, gdzie oba supermocarstwa usiłowały dowieść swojej wyższości naukowej i technicznej wysyłając rakiety na orbitę wokółziemską i w kierunku Księżyca. Jednak wiele wypraw kończyło się niepowodzeniem, co zwykle wiązało się z gigantyczną eksplozją i całkowitym zniszczeniem kosmicznego pojazdu w huraganie ognia z setek ton paliwa rakietowego.

Piszę o tym, bo trzeba sobie wyobrazić odwagę człowieka, który jako pierwszy ośmielił się wejść do pojazdu umieszczonego na szczycie takiej niebezpiecznej rakiety, a potem pozwolił się wystrzelić poza granice ziemskiej atmosfery z szybkością przekraczającą szybkość karabinowego pocisku.

Za czasów PRL zachwycanie się „wiodącą nauką radziecką” było obowiązkowe. Teraz nie jest, ale powinniśmy docenić kunszt inżynierów, którzy zbudowali pierwszy pojazd kosmiczny i odwagę człowieka, który wyruszył w nim w nieznane.

Gagarin niewątpliwie był bohaterem. Gdy odpalono ten wulkan pod jego pojazdem (o nazwie Wostok 1) i miażdżące przyspieszenie wgniotło go w fotel – powiedział: „Nu, pojechali!” jakby wybierał się na majówkę. Gdy znalazł się na orbicie i jako pierwszy człowiek doznał uczucia nieważkości – to zamiast martwić się, czy uda mu się z tego kosmosu wrócić (bo nikt przed nim tego nie dokonał!) – zachwycał się widokiem Ziemi, którą jako pierwszy oglądał w całości, jako błękitną kulę zawieszoną w bezmiarze czarnego Kosmosu.

Problem powrotu z orbity na Ziemie naprawdę nie był prostą sprawą. Wielu wcześniej wystrzelonych w Kosmos statków nie udało się odzyskać. Jeśli na ich pokładzie były zwierzęta – to ginęły po pewnym czasie z braku tlenu. Gagarin też mógł nie wrócić i nikt by nie mógł mu przyjść z pomocą. Amerykanie do tego stopnia obawiali się takiego krążącego po wieczne czasy w Kosmosie martwego astronauty, że ich pierwsze loty kosmiczne (5 maja 1961 roku i 21 lipca 1961 roku) były lotami balistycznymi, to znaczy rakieta (nazwana Mercury) z astronautą na pokładzie dosięgała kosmosu, ale nie wchodziła na orbitę, tylko sama, jak wystrzelony pocisk artyleryjski, opadała na Ziemię. Taki powrót był gwarantowany prawami fizyki.

Gagarinowi nikt niczego nie gwarantował – a on znalazłszy się w Kosmosie, który mógł być jego grobem, zachwycał się: „Kak prekrasno!”

Powrót z orbity wiązał się z niebezpieczeństwami. Statek Wostok został wyniesiony na wysokość 327 km. Planowano wysokość od 175 nad Ziemią, ale zaciął się silnik napędowy kosmonauta znalazł się wyżej, niż to przewidywano planując operację powrotu. Poruszał się z prędkością 8 km/s i w momencie lądowania ta prędkość była niewiele mniejsza, więc wchodząc w atmosferę statek Wostok rozgrzewał się od tarcia o powietrze. Warto przypomnieć, że 42 lata później (01.02.2003) mimo ogromnego postępu techniki, rozsypał się w momencie wejścia w atmosferę prom Columbia i zginęło 7 amerykańskich astronautów.

Lot Gagarina był wyczynem. Warto to sobie w poniedziałek przypomnieć!

Wykaz wszystkich publikacji popularnonaukowych prof. Tadeusiewicza wraz z odnośnikami do ich pełnych wersji