Jest absolwentem Wydziału Geologiczno-Poszukiwawczego Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ukończył ją w 1957 roku. W 1965 roku uzyskał stopień doktora nauk technicznych w dziedzinie fizyki technicznej, a w 1971 roku został doktorem habilitowanym. Nominację na profesora nadzwyczajnego nauk technicznych w dziedzinie geofizyki otrzymał w 1986 roku. Profesor J. Niewodniczański w latach 1971-1979 kierował Zakładem Geofizyki Jądrowej AGH, a w latach 1984-1987 był prorektorem tej uczelni. Od 1988 roku kierował zespołem fizyków w AGH, początkowo jako dyrektor Instytutu Fizyki i Techniki Jądrowej, a od 1990 roku jako dziekan Wydziału Fizyki i Techniki Jądrowej. Od stycznia 1992 roku do lutego 2009 roku był prezesem Państwowej Agencji Atomistyki.
Był członkiem Komitetów Fizyki i Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, Rad Naukowych Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej w Warszawie oraz Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie, jak również przewodniczącym Krakowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk o Ziemi i wiceprezesem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Fizycznego.
Pełnił funkcję kierownika naukowego ekspedycji badawczych w góry Peru, Boliwii i Afganistanu. Był również ekspertem Międzynarodowej Agencji Atomowej w Tanzanii, Kenii, Jordanii i Rumunii, a w latach 1979-1982 był profesorem Fizyki na Uniwersytecie w Jos, w Nigerii. Wykładał także na licznych, różnego typu kursach w kraju i za granicą, w tym organizowanych przez MAEA. Prowadził szereg prac badawczych w zakresie stosowanej fizyki jądrowej, jest autorem wielu publikacji naukowych. Przewodniczący Konwentu Akademii Górniczo-Hutniczej.
Motto osobiste:
Rodzina najważniejsza (a potem góry).
Motto zawodowe:
Bądź skromny - wraz ze zwiększającą się wiedzą rośnie znajomość skali twojej niewiedzy.
Najważniejsze osiągnięcia w życiu osobistym:
Wspaniała żona (po AGH), córki (obie po AGH) i wnuki (w wieku od 6 do 26 lat).
Najważniejsze osiągnięcia w życiu zawodowym:
Miałem trochę oryginalnych osiągnięć w zakresie technologii jądrowych. Jako prezes Państwowej Agencji Atomistyki przetrwałem dziesięciu premierów, a jako student - prorektor AGH - trzynastu rektorów uczelni!
Prywatnie:
Wspaniałe wspomnienia ze ścian i grani tatrzańskich oraz z gór wysokich.
Konwent powinien być ciałem strategicznym
Z profesorem Jerzym Niewodniczańskim, Przewodniczącym Konwentu AGH, o roli Konwentu i jego przyszłości, rozmawia Bartosz Dembiński.
Konwent to w polskich realiach nadal ciało bardzo nietypowe, swego rodzaju nowość na uczelniach wyższych. Jaka jest w zasadzie jego rola? Czy ma on istotny wpływ na decyzje podejmowane przez uczelnię? Zasiadają w nim przecież same znakomitości.
W momencie kiedy się zgodziłem przewodniczyć Konwentowi miałem w pamięci council na anglosaskich uczelniach - zasiadają w nich przedstawiciele społeczeństwa, gospodarki, administracji lokalnej, a także innych uczelni. Council ma niezwykle istotną rolę; rada ta przedkłada społeczne oczekiwania skierowane wobec uczelni i ocenia sposób spełniania tych żądań, na niektórych uczelniach łącznie z budżetem. Myślałem, że taką rolę będzie miał nasz konwent, tymczasem na razie obserwuję, że jest on raczej traktowany - zarówno przez członków, jak i przez uczelnię - jako kolejne ciało dekoracyjne. Z moich rad ciągle korzysta się rzadko, a minęły już ponad dwa lata. Członkowie konwentu póki co rzadko wysuwają sugestie w kierunku uczelni, zaś sama uczelnia niezbyt często o te rady prosi. Przypomnę jeszcze, że w założeniu mieliśmy być niejako drugą izbą senatu.
Czy to po prostu trudne początki funkcjonowania Konwentu?
Po pierwsze, nie wiem czy korzystne jest utworzenie jednocześnie Rady Społecznej
i Konwentu. W zasadzie Konwent jest czymś na kształt ograniczonego prezydium Rady Społecznej. Staramy się organizować posiedzenia Konwentu ukierunkowane na pewne tematy, np. ostatnie posiedzenie dotyczyło energetyki. Zaprosiliśmy przedstawicieli producentów energii. Głosów w dyskusji było jednak bardzo mało. Tymczasem mieliśmy fantastyczne wystąpienia na temat sieci inteligentnych oraz znakomite na temat czystych technologii węglowych - dyrektorzy różnych elektrowni byli obecni na sali, ale nie widziałem większego zainteresowania. Ożywioną dyskusję wywołały za to sprawy praktyk. Widać zatem, że członkowie Konwentu ciągle niedostatecznie interesują się tym, czym Akademia zajmuje się naukowo, ale raczej absolwentami i ich zatrudnieniem. Możemy zapewne powiedzieć, że to wszystko „pierwsze koty za płoty" - może wkrótce uda się wypracować rzeczywiste, długofalowe cele. Póki co odczuwam pewną nieprzydatność Konwentu, jest ona odczuwana również przez członków. Spójrzmy na malejącą frekwencję na posiedzeniach: obecnie, przy 50% frekwencji jesteśmy zadowoleni, tymczasem na pierwszym spotkaniu byli praktycznie wszyscy.
Czy zdarzyło się np. tak, że władze uczelni przeformułowały jakieś swoje założenia, zmieniły decyzje, pod wpływem rad Konwentu?
Poruszaliśmy ostatnio kwestię ewentualnego wydłużenia inżynierskich studiów pierwszego stopnia do czterech lat oraz przedłużenia obowiązkowych praktyk do pół roku. Dyskutowaliśmy z przedstawicielami Konwentu np. nad tym, że praktykant powinien być potrzebny, „normalnie" (w sensie umowy) zatrudniony, traktowany jako kandydat na inżyniera mający zdobyć praktyczną wiedzę. W tym przypadku Rektor dziękował nam za poparcie jego sposobu myślenia, które w tym aspekcie jest zbieżne - jest to w pewien sposób wsparcie dążeń uczelni w celu wydłużenia studiów pierwszego stopnia z 3,5 do 4 lat (w tym pół roku obowiązkowych praktyk). Nasz Rektor, jako szef Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych, ma szansę zainicjować taką debatę i przemiany w tym zakresie. Jeżeli chodzi zaś o konkretne kierunki studiów czy specjalności, nie ma póki co dużej dyskusji pomiędzy Konwentem a uczelnią.
Czym kierowano się dobierając członków Konwentu?
Trzeba powiedzieć jasno, że skład naszego konwentu jest bardzo dobry. Zgodnie z ustawą mają być to przedstawiciele społeczeństwa - administracji centralnej i lokalnej, największych firm i przedsiębiorstw, przemysłu. Ostatnio uzupełniliśmy skład o przedstawicieli AccelorMittal oraz KGHM, którzy bardzo chętnie przyjęli zaproszenie. Swoją rolę pełni również wysoki przedstawiciel wojska.
Jak Pan Profesor postrzega przyszłość Konwentu? Jak powinien on ewoluować?
Władze uczelni powinny wysuwać bardzo konkretne życzenia wobec Konwentu. Konwent powinien bowiem czuć, że jest potrzebny uczelni. Członkowie nie mogą być tylko po to, żeby „zasiadać". W najbliższych czasie chcę się zwrócić do Konwentu w dwóch sprawach: po pierwsze chciałbym, aby firmy których przedstawiciele zasiadają w Konwencie AGH fundowali stypendia naszym najzdolniejszym studentom z pewną gwarancją ich zatrudnienia w tej firmie po ukończeniu studiów; po drugie chciałbym, by Konwent fundował też nagrody dla najlepszych studentów w różnych „zamawianych" dziedzinach. Wracając do spraw ogólnych, uważam, że uczelnia powinna wręcz żądać konkretnej aktywności od Konwentu. Wtedy również jego członkowie będą bardziej ośmieleni w wysuwaniu swoich żądań
i formułowaniu potrzeb. Zwłaszcza, jeśli zobaczą, że ich prośby zostały uwzględnione.
Właśnie, czy członkowie konwentu mają z tego jakiś zysk?
Mówiąc nieco żartobliwie, maja okazję wysłuchać na posiedzeniach Konwentu niezwykle ciekawych wystąpień naukowych... Ale poważnie: członkowie Konwentu mogą mieć bezpośredni wpływ na prace uczelni, jej programy naukowe i dydaktyczne, na miejsce uczelni w mieście i w regionie, nawet na tryb jej pracy. Jeżeli konwent ma być tym, czym jest obecnie, musimy poważnie zastanowić się nad sensem jego istnienia. W obecnym kształcie jest to w wielu przypadkach ciało zbędne, zwłaszcza, jeżeli funkcjonuje również Rada Społeczna. Powinna zaistnieć wyraźna potrzeba współpracy ze środowiskiem społecznym uczelni. Ta potrzeba musi również płynąć z uczelni. Utworzyliśmy instytucję, która formalnie umożliwia wzajemny kontakt uczelni z prestiżowym środowiskiem przedstawicieli firm, administracji i przemysłu. Jako przewodniczący konwentu powinienem czuć presję ze strony członków Konwentu, którzy chcą dowiedzieć się konkretów na temat funkcjonowania uczelni, a z drugiej strony potrzebne jest swego rodzaju ciśnienie wytwarzane przez władze uczelni - Rektora, Prorektorów, Dziekanów. Można np. zapytać, czy kształcimy dobrze? Czy w odpowiednim kierunku? Konwent powinien być ciałem strategicznym. Potrzebna jest dyskusja nad strategią uczelni, ale bez stawiania pytań i regularnego dialogu dyskusja jest niemożliwa. Z samego punktu widzenia stworzenia mechanizmu, pomysł jest oczywiście znakomity. Oby ewoluował w dobrym kierunku.






